Mały sabotaż w okupowanej Warszawie: opór bez broni
W listopadzie 1940 roku Aleksander Kamiński opublikował w Biuletynie Informacyjnym artykuł, który wyjaśniał, na czym polega ten rodzaj oporu. Był to moment, w którym codzienne, drobne gesty sprzeciwu zyskały nazwę i zasady. Czym właściwie był ten sabotaż i dlaczego uznawano go za formę oporu cywilnego, choć nie wymagał użycia broni?

Czym był mały sabotaż?
Mały sabotaż to zbiór prostych działań, które mógł podjąć niemal każdy mieszkaniec okupowanego miasta. Nie wymagały one ani broni, ani rozbudowanej konspiracji. Nazwa miała odróżnić te czyny od sabotażu dużego, czyli akcji zbrojnych i dywersyjnych.
Jedną z organizacji prowadzących takie działania była Organizacja Małego Sabotażu Wawer, założona przez Aleksandra Kamińskiego. Obok niej działały inne grupy, między innymi PLAN i Palmiry. Samo słowo Wawer przylgnęło do tej organizacji i do całego nurtu, choć ten sabotaż nie był ograniczony do jednej struktury, a jego formy znały i stosowały różne środowiska okupowanej Warszawy.
Jakie działania obejmował mały sabotaż?
Najbardziej widoczne były napisy na murach, przerabianie niemieckich plakatów i gazet oraz zrywanie niemieckich flag. Takie czyny miały pokazywać mieszkańcom, że okupant nie panuje nad miastem bez reszty.
Drugą grupę stanowiły działania mniej widowiskowe, ale równie ważne. Należała do nich celowo powolna praca, podawanie błędnych wskazówek oraz udawanie, że nie zna się niemieckiego. Każde z tych zachowań utrudniało okupantowi codzienne funkcjonowanie. Warto pamiętać, że opór cywilny w tej formie opierał się na masowości, a nie na pojedynczych spektakularnych czynach.
Przykładem działania o wyraźnie symbolicznym charakterze było zdjęcie niemieckiej tablicy z pomnika Kopernika w Warszawie. Zrobił to 11 lutego 1942 roku Maciej Aleksy Dawidowski. Ten czyn pokazuje, że ten rodzaj oporu mógł przyjmować formę widoczną dla całego miasta.
Dlaczego nazywano go „małym”?
Przymiotnik odnosił się do skali pojedynczego czynu, a nie do jego znaczenia. Pojedynczy napis czy podarty plakat nie zmieniał sytuacji militarnej. Jednak suma takich działań podtrzymywała ducha oporu, utrudniała okupantowi propagandę i dawała zwykłym ludziom poczucie sprawczości. Dlatego tę formę walki traktowano jako element oporu, a nie jedynie wyraz buntu.
Różnica wobec akcji zbrojnych dotyczyła też kosztów. Ten rodzaj sabotażu był dostępny dla osób, które nie mogły lub nie chciały sięgać po broń, w tym dla młodzieży. Nie oznaczało to, że był pozbawiony ryzyka, lecz że próg wejścia pozostawał niski, a każdy mógł znaleźć w nim miejsce dla siebie.
Kto prowadził mały sabotaż i co było dalej?
Koordynacją większych akcji zajmowało się Kierownictwo Walki Cywilnej, a wiele działań prowadziły drużyny harcerskie Szarych Szeregów. Z ich doświadczeń wyrosła książka Kamienie na szaniec Aleksandra Kamińskiego, oparta na notatkach i relacjach z działań młodzieży z Szarych Szeregów.
Droga od drobnych akcji do bardziej zdecydowanych kroków bywała krótka. 26 marca 1943 roku Grupy Szturmowe Szarych Szeregów przeprowadziły Akcję pod Arsenałem, w której odbito więźnia z transportu na Pawiak. Pokazuje to, że opór cywilny w tej postaci był jednym z etapów szerszego oporu, a nie jego zamknięciem.
Podsumowanie
Ten rodzaj oporu w okupowanej Warszawie był opisanym, nazwanym i świadomie prowadzonym sposobem sprzeciwu bez broni. Jego siła tkwiła w prostocie i powszechności, a o jego zasięgu świadczą zarówno drobne napisy na murach, jak i działania organizacji takich jak Wawer, PLAN czy Palmiry.